Proporcje do jakich doszłam metodą prób i błędów są… dla mnie idealne.

Tabbouleh – arabska sałatka

(duża miska)

  • kuskus lub bulgur (350 g suchej kaszki)
  • oliwa
  • wrzątek
  • sól (1 łyżka)
  • pęczek zielonej pietruszki
  • garść małych rodzynek (namoczonych przez kilka minut w gorącej wodzie)
  • 2-3 średnie pomidory
  • pół czerwonej papryki

Sos

  • sok z 1 i 1/2 limonek (dokładnie wycisnięte)
  • oliwa (6 łyżek)
  • pieprz (2-3 łyżki)
  • cukier (1 łyżka)

Kuskus/Bulgur wysypujemy do szerokiego garnka / miski. Zalewamy wrzątkiem tak, aby poziom wody był 0,5 cm wyższy niż warstwa kaszki. Solimy i lejemy kilka łyżek oliwy, mieszamy (dzięki temu kaszka nie będzie się zbijać w grudy). Odstawiamy do napęcznienia (kilka minut i jest miękka). Do sałatki dajemy wystudzoną!

Pomidory i paprykę siekamy w bardzo drobną kostkę. Zieloną pietruszkę (same listki) siekamy. Do wystudzonego kuskusu dodajemy warzywa, ostudzone i odciśnięte rodzynki. Sypiemy pieprzem (tyle, ile pikanterii nam potrzeba) i cukrem.

Przygotowujemy sos z limonki i oliwy. Dolewamy go do sałatki stopniowo. Jeśli limonki były wyjątkowo duże to może wystarczyć jedna. Sałatka powinna być wyraźnie kwaśna, wyraźnie kuskusowa (warzywa nie powinny przeważać objętościowo) i wyraźnie pietruszkowa. I wyraźnie pieprzna (jak dla mnie).

Advertisements