Koper włoski (fenkuł) na świeżo wali anyżem na kilometr i wydaje się niejadalny 🙂 Ale parę razy spróbowaliśmy po ugotowaniu/pieczeniu i okazuje się, że warto.

Fenkuł i kalafior zapiekane pod beszamelem

(dla 2 osób)

  • 3 średnie fenkuły
  • 1 mały kalafior
  • 250 ml kwaśnej śmietany (12% lub 18%)
  • 6 płaskich łyżek mąki
  • 0,75 l bulionu warzywnego (może być gotowy rosołek)
  • 20 dag sera łagodnego nadającego się do zapiekania (użyłam tylżyckiego)
  • pieprz świeżo mielony (1 łyżka)
  • gałka muszkatołowa świeżo starta (1-2 łyżki)
  • curry (1 łyżka)
  • tarty korzeń lubczyku (do posypania)

 

Kalafior i fenkuł myjemy, fenkuły kroimy w ćwiartki, kalafiora dzielimy na duże różyczki. Gotujemy warzywa „al dente” (najlepiej na parze), zaczynając od fenkuła a pod koniec gotowania dorzucając kalafiora, jarzyny powinny być lekko twardawe (absolutnie nie miękkie ani broń LatającySpagettiPotworze rozgotowane) ! Podczas gdy warzywa się blanszują, powinniśmy już mieć przygotowany pyrkoczący na małym ogniu bulion i zaczynamy przygotowywać sos.

Śmietanę mieszamy z mąką w misce lub dużym kubku. Masa powinna być gładka. Teraz będziemy powoli łączyć zimną masę z wrzącym bulionem.  Stopniowo, po łyżce dodajemy bulionu do śmietany i po każdej łyżce delikatnie mieszamy (po pierwszych kilku łyżkach dodanych w ten sposób, chlustam większą porcją bulionu bo przestaje nam grozić zwarzenie się śmietany). Gdy mamy już dobrze rozrzedzoną i ogrzaną masę śmietanowo-bulionową, przelewamy ją do grzejącej się w garnku reszty bulionu i mieszamy powoli, aż zabulgocze. Gotujemy jeszcze przez kilka minut – sos powinien być gęsty, o konsystencji tłustej śmietany. Pod koniec dodajemy pieprz, gałkę i curry, mieszamy chwilę i zestawiamy z ognia.

Jeśli uzyskaliśmy zbyt rzadki płyn, do miseczki odlewamy go trochę (kilka łyżek) i po lekkim przestudzeniu łączymy z 1-2 łyżkami mąki (na oko tyle, aby nam zagęściła sos)  – i powtarzamy procedurę delikatnego połączenia jak w instrukcji powyżej.

Gotowe warzywa układamy w naczyniu żaroodpornym. Zalewamy sosem. Na wierzch ucieramy warstwę sera, który posypujemy tartym korzeniem lubczyku.

Gęste, ładnie pachnie i dobrze ogrzewa od środka w taką zadymkę jak dziś w Gdyni 😛

Advertisements