Tarta z kozim serem i miodem. Do tego dynia lub figa!

Tarty – szybkie i wygodne w użyciu – lubimy. Z lenistwa wykorzystujemy francuskiego gotowca. Niezłym patentem na lekką i wytrawną tartę jest użycie sera koziego oraz w miarę egzotycznego czy nietypowego składnika roślinnego (u mnie dynia, figa). Tak naprawdę rozmaitość nadzienia do wyboru – niezliczona. Jeśli ktoś z czytelników podsunie inne fajne propozycje, chętnie wypróbuję.

Tarta z pieczoną dynią i kozim serem

  • 1 opakowanie ciasta francuskiego (u mnie z Biedry)
  • 1 dynia (piżmowa, ‚butternut’), pokrojona w 2cm kostkę
  • 200 g koziego sera (la buche, rolada pleśniowa)
  • 3 łyżki dobrego miodu (u mnie malinowy miód z pasieki)
  • garść płatków migdałów
  • 2-3 łyżki oliwy
  • pieprz czarny grubo mielony
  • szczypta suszonych ziół: tymianek, lubczyk, majeranek
  • rozmaryn – kilka gałązek świeżego (inne zioła też mogą być świeże jeśli posiadamy)

Rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C. Dynię pokrojoną w kostkę polewamy kilkoma łyżkami oliwy, solimy, pieprzymy, mieszamy wszystko w misce. Wykładamy na folię aluminiową i pieczemy na blasze do zrumienienia (dynia powinna mocno zmięknąć, ale nie przypalmy jej).

Ciasto francuskie wykładamy na formę do tarty (u mnie prostokątna blaszka) wraz z papierem do pieczenia. Nakłuwamy ciasto widelcem dość gęsto (dzięki temu nie powstanie pęcherz powietrza na środku i ciasto nie popęka a równomiernie się upiecze). U nas po wyłożeniu spodu zawsze zostaje nadmiar ciasta, ale nic się nie zmarnuje – odkładamy na bok (nie zwijając ani nie zgniatając! niech pozostanie płaskim kawałkiem). Wykładamy upieczoną dynię, sypiemy pokruszony kozi ser, rozmaryn, migdały i polewamy miodem. Jeśli mamy miód w formie stałej, przekładamy łyżką do kubka, kubek umieszczamy na kilka minut w misce lub garnku, do którego wlewamy gorącą wodę, w tej kąpieli miód się upłynni na nowo. Możemy jeszcze z wierzchu popieprzyć jeśli lubimy na ostro.

Na końcu ciasto, które nam zostało, rozrywamy na podłużne kawałki i układamy na wierzchu.

dynia1

Pieczemy w 180 stopniach przez około 25-35 minut (najlepiej po 25 minutach sprawdzić czy ciasto już zrumienione na brzegach, ser się rozpływa i czy całość wygląda na upieczoną).

dynia3

dynia5

Druga wersja tej tarty, bardziej egzotyczna w smaku. Do naszego lokalnego sklepiku czasem rzucają figi za zeta 🙂

Tarta z figą i kozim serem

  • 1 opakowanie ciasta francuskiego (u mnie z Biedry)
  • 3-4 świeże figi
  • 200 g koziego sera (rolada kremowa „śmietankowa”)
  • 4 łyżki miodu
  • 2-3 łyżki oliwy
  • pieprz czarny grubo mielony
  • rozmaryn – kilka gałązek świeżego

Świeże umyte figi kroimy w plastry (wraz ze skórką), ser kruszymy. Wykładamy na podziurkowane widelcem ciasto francuskie ułożone w blaszce.  Solimy, pieprzymy, polewamy miodem.

Sposób pieczenia tarty identyczny jak w przepisie na tartę z dynią.

figa1

figa3

figa4

Wegański pomidorowy pasztet z soczewicy

Soczewica w roli głównej, przepis łatwo poddaje się dowolnym modyfikacjom – każdy może tu dorzucić coś od siebie. Dobrze smakuje na zimno, na kanapce albo sam. Nadaje się też na gorąco jako pieczeń obiadowa.

W internetach chodzi pod nazwą „Pasztet A. Kręglickiej” – ale umówmy się, było się wegetarianami before it was cool i zanim nas podłączyli do sieci 🙂

Pomidorowy pasztet ze soczewicy

  • 1 i 1/2 szklanki soczewicy czerwonej (lub czerwonej i zielonej razem)
  • 2 cebule
  • 1 marchewka
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 1 czerwona papryka
  • 3 łyżki przecieru pomidorowego
  • 3 łyżki kaszy manny
  • łyżeczka papryki w proszku (dałam wędzoną ostrą)
  • 1/2 łyżeczki nasion kminu rzymskiego (kuminu)
  • szczypta kurkumy
  • 1 łyżeczka mielonego siemienia lnianego rozmieszanego w 3 łyżkach gorącej wody (zamiast jajka – aglutynuje tak samo)
  • 2-3 łyżki oliwy
  • z reguły dorzucam garść prażonych nasion słonecznika (tym razem pominęłam)
  • olej do smażenia

Soczewicę gotujemy w odpowiedniej ilości wody aż do miękkości (a nawet lekkiego rozgotowania). Można dodać kawałeczek ‚rosołku’ lub 1/4 łyżeczki soli.

Cebulę kroimy w kosteczkę, paprykę w cieniutkie paski, marchew ucieramy na grubych oczkach tarki. Na 2-3 łyżkach oleju smażymy, dodając w podanej kolejności: kurkumę i kmin rzymski (2-3 sekundy), czosnek (1 sek.), dorzucamy paprykę w proszku cebulę, paprykę i marchewkę. Co pewien czas mieszając, smażymy około 10 minut. Dorzucamy przecier pomidorowy i dusimy jeszcze z 5 minut.

Gdy soczewica już ugotowana, warzywa uduszone i wszystko przestygło, mieszamy całość w misce, dosypujemy kaszę mannę, dolewamy oliwę i dodajemy przygotowany „kisielek” z siemienia lnianego. Miksujemy wszystko (nie musi być na gładko, no chyba że lubimy). Odstawiamy masę na około 30 minut lub na dłużej. Jeśli dodajemy nasiona słonecznika – część wrzucamy do masy, częścią posypujemy z wierzchu.

Gotową masę pasztetową wykładamy do foremki keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 180 stopniach przez około 60 minut.

Na ciepło pyszny, dopiero na zimno po odstaniu kilku godzin ładnie się kroi.

Kotleciki z pora i kalafiora

Kotleciki, które pamiętam jeszcze z moich pierwszych kulinarnych prób z czasów nastoletnich. Przekonałam nimi Wojtka, że kalafior może być smaczny!

Kotleciki z pora i kalafiora

  • nieduży kalafior
  • 1 cebula
  • 1 por średni
  • 3 łyżki kaszy manny
  • pół pęczka zielonej pietruszki (chyba że nie lubimy)
  • trochę posiekanego szczypiorku
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1/4 łyżeczki soli
  • szczypta kurkumy
  • ewentualnie – trochę bułki tartej do zagęszczenia, jeśli nie dajemy rady ulepić kotleta z tej masy
  • panierka: roztrzepane jajko i bułka tarta
  • masło i olej do smażenia

Kalafior gotujemy, najlepiej na parze, do momentu aż będzie dość miękki ale jeszcze jędrny. Nie rozgotowujemy kalafiora! Gdy przestygnie, rozgniatamy widelcem (nie musi być to miazga, kawałeczki około 0,5 cm i małe różyczki są OK).

Cebulę kroimy w kosteczkę, por w cieniutkie półkrążki lub także w kostkę. Na kawałku masła i 2-3 łyżkach oleju smażymy, dodając w podanej kolejności: kurkumę (1 sekunda), cebulę i pora (te dwa wrzucam razem). Co pewien czas mieszając, dusimy około 10 minut (aż por i cebula będą miękkie).

W misce mieszamy kalafior i podsmażone warzywa. Dodajemy zieloną pietruszkę, szczypior, sól, pieprz, kaszę manną i ewentualnie bułkę tartą do zagęszczenia masy. Wszystko mieszamy dość dokładnie. Odstawiamy na około 30 minut (w tym czasie kasza manna napęcznieje i nie będzie zgrzytać między zębami) lub dłużej.

Szybko lepimy niezbyt duże kulki (4-5 cm średnicy), panierujemy je w jajku i bułce. Odstawiamy na 15-30 minut.

Smażymy na rozgrzanej patelni, na maśle z olejem. Dopiero po wrzuceniu na patelnię zaczynamy je lekko rozpłaszczać, stopniowo formując kotleciki. Ilość masła i oleju a także poziom płomienia / grzałki dobieramy według wielkości kotlecików i stopnia przypalalności naszej patelni.


Karkóweczka pieczona marynowana

Karkówka na grill lub piekarnik

  • 4 kotlety z karkówki – roztłuc tłuczkiem (głośno! – mięknie)

         Marynata:

  • 1 cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • zioła świeże: rozmaryn, szałwia – ile kto lubi (na oko – po 20 listków tego i tego)
  • zioła suszone – tymianek, majeranek (po łyżeczce płaskiej)
  • ocet balsamico – 3 łyżki
  • oliwa – 4 łyżki
  • sos sojowy – 1 łyżka
  • pieprz mielony

Kotlety przygotowane (rozbite tłuczkiem) wrzucamy do miski lub głębokiego talerza. Przyrządzamy marynatę: cebulę kroimy w cienkie piórka lub w kostkę. Czosnek miażdżymy, pozbawiamy łupinki i siekamy drobno lub wyciskamy specjalnym przyrządem. Dodajemy ocet, oliwę, sos sojowy, zioła oraz pieprz. Nie dodajemy soli ! – sos sojowy załatwia sprawę NaCl. Mieszamy wszystkie składniki. Kotlety zalewamy i mieszamy z marynatą aż dokładnie je pokryje. Wstawiamy na 24 godziny (lub dłużej) do lodówki.

Po tym czasie mięsko jest gotowe do wrzucenia na grilla lub do pieczenia w piekarniku. My upiekliśmy w naczyniu żaroodpornym, do którego wrzuciliśmy kotlety wraz z marynatką. W temperaturze 220 stopni piekły się około 45 minut. Zjedliśmy z tym co na zdjęciach 🙂

Zarąbisty obiadek!

Ratatouille z wędzoną papryką

Warzywne ratatouille, po polsku zwane leczo – świetna potrawa na letni obiad, jako dodatek do mięsa, ziemniaków, ryżu, albo samodzielne danie. Proporcje nie są aż tak ważne, a podane przeze mnie czasy – jedynie orientacyjne. Wystarczy pamiętać o zasadzie, zgodnie z którą zaczynamy smażenie od najtwardszych warzyw, kolejnym składnikom pozwalamy nieco zmięknąć, a na końcu dodajemy pomidory i zioła. Ratatouille często gości na moim stole, a zastosowany po raz pierwszy dodatek wędzonej papryki (użyłam słodkiej) to strzał w dziesiątkę.

Przy okazji polecam Pikanterię – sklep internetowy z hiszpańskim przyprawami oraz ich aukcje Allegro. Pierwszy raz miałam okazję spróbować i zastosować paprykę wędzoną. Intensywny aromat i smak nieporównywalny z żadną inną przyprawą – tak intensywny, że dozować należy ostrożnie, bo może zdominować całą potrawę 🙂

Ratatouille

  • 1 duża cukinia lub 2-3 małe (u mnie 1 duża żółta i 1 mała zielona)
  • 2 cebule
  • 3 papryki w różnych kolorach
  • 2-3 młode marchewki (niekoniecznie)
  • 4-5 dojrzałych, miękkich pomidorów
  • 3-4 łyżki dobrego oleju do smażenia lub oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka wędzonej papryki pimentón (słodkiej lub łagodnej)
  • zioła świeże lub suszone – tymianek, oregano, bazylia, cząber
  • szczypta soli
  • świeżo zmielony pieprz, obficie

Umyte warzywa kroimy:  cukinię w grube plastry lub półplastry, cebulę w piórka, paprykę (bez nasion) w grubą kostkę lub w paski, marchewkę w plasterki, pomidory w plastry. Na dużej patelni o grubym dnie rozgrzewamy olej. Wrzucamy cebulę, marchewkę i paprykę,  smażymy ok. 5 minut. Dodajemy paprykę wędzoną, chwilę mieszamy, następnie wrzucamy cukinię. Smażymy kilka minut, po czym przykrywamy i dusimy około 10-15 minut (zależnie od tego, jak grubo pokroiliśmy warzywa. Dodajemy pomidory, świeże zioła i dusimy całość jeszcze około 5 minut. Warzywa powinny być miękkie, ale nie rozgotowane.

Wakacyjne picie i jedzenie

Wycieczkami lato się zaczęło i jakoś niepostrzeżenie jesteśmy w sierpniu, a blog leży odłogiem. Po prostu nie chce nam się sterczeć w kuchni! To chyba normalna przypadłość o tej porze roku, zwłaszcza jeśli ma się pod ręką świeże warzywa i owoce z ogródka dziadka a główny posiłek dnia w żywym ogniu jest pieczony 🙂

Już niedługo poprawimy się, mogę to obiecać bo kilka przepisów mam w trakcie opracowania i kilka do prędkiego wypróbowania.

Żeby nie było – w czerwcu i lipcu jedliśmy dużo i dobrze.

Kalafior z pomidorami i fetą

Nietypowe ale bardzo trafione połączenie smaków 🙂 Zmodyfikowałam przepis z „Kuchni wegetariańskiej” I.B.Sundqvist (Świat Książki).

Kalafior z pomidorami, cukinią i serem

  • 1 cukinia
  • 1 marchewka
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki dobrego oleju do smażenia lub oliwy z oliwek
  • 2 puszki pomidorów pelati
  • szczypta cynamonu
  • oregano
  • 1 mały kalafior
  • 150g sera typu bałkański / feta (lub inny słony biały tego typu), pokrojony w kostkę
  • świeżo zmielony pieprz, obficie

Umytą cukinię oraz marchewkę kroimy w cieniutkie plasterki. Czosnek siekamy. Na dużej patelni / rondlu o grubym dnie rozgrzewamy olej i smażymy przez chwileczkę czosnek i cynamon, dorzucamy cukinię i marchewkę, mieszamy. Obsmażamy całość 2-3 minuty. Dodajemy pomidory i oregano i dusimy około 10-15 minut, aż warzywa nieco zmiękną.

Kalafior myjemy, dzielimy na duże kawałki i blanszujemy – krótko gotujemy na parze, aż nieco zmięknie ale nie straci jędrności. Nie dopuszczamy do rozgotowania 🙂

Na talerzu układamy kalafior i duszone warzywa a na wierzchu kawałki fety. Całość posypujemy świeżo mielonym pieprzem. Smacznego.